Bardzo szybki post bo naprawdę powinnam się uczyć.
Dzisiaj jechałam na rehabilitację i zemdlałam na przystanku (była godz. 14:00 bardzo gorąco).
No i powiedziałam mojej mamie, że zemdlałam a ona stwierdziła, że to dla tego, że tak mało jem i w ogóle się odchudzam (pierwsze słyszę, zawsze myślałam, że jest na odwrót).
Kiedy dojechałam na rehabilitację byłam blada, zielona...no po prostu jak bym tęczę zjadła i pani kazała mi nie ćwiczyć. Z rehabilitacji odbiera mnie wujek więc musiałam na niego bardzo długo czekać (normalnie w tym czasie ćwiczę). Trochę szkoda, że nie ćwiczyłam bo szczerze mówiąc bardzo to polubiłam bo robię to od kiedy tylko pamiętam. Na sali jest fajna atmosfera, wszyscy są mili i jest ogólnie przyjemnie a przed budynkiem jest piękny ogród biblijny i fontanna. Są też piękne drzewka więc można poczuć się jak w Alicji w Krainie czarów albo Tajemniczym ogrodzie i troszkę sobie podjeść morwy (jeśli nigdy nie próbowaliście to polecam.) Pokazał mi ją znajomy ogrodnik który tam pracuję i swoją drogą też jest bardzo sympatyczny. Kiedyś zanim zaczęłam tam chodzić (rehabilitacja jest w budynku Caritasu), że takie akcje charytatywne i różne zbiórki to oszustwo a jednak tak można spotkać ludzi którzy są naprawdę oddani swojej pracy i uwielbiają pracę z osobami niepełnosprawnymi. Również niepełnosprawni bardzo lubią tam przychodzić (tak mi się wydaję) mogą zjeść coś ciepłego, pobyć z osobami którym w ogóle nie przeszkadza ich odmienność i są darzeni ogromnym szacunkiem (na ulicy często tacy ludzie są wyśmiewani, szczególnie przez młodzież). Kiedy kogoś tam mijam staram się być dla nich miła bo oni też są tacy. Pomogą, pocieszą i takie osoby najlepiej zauważają, że ktoś jest smutny lub samotny. Trochę się rozpisałam i nie wiem czy komuś będzie chciało się to czytać no ale cóż.
Teraz lecę bo czeka mnie mniej przyjemna część dnia- niemiecki.
Buziory :** Blueberry princess ♥